śpiewać dla Boga

Śpiewać dla siebie, ludzi czy Boga?

Na forum internetowym zespołu, w którym śpiewam powstała dyskusja wokół tego co i jak śpiewamy na wieczornej Mszy Św. (tzw. Dwudziestce). Wywołał ją e-mail od jednej z uczestniczek Dwudziestki, w którym krytykowała fakt, iż śpiewamy rzeczy mało znane, a do tego wychodzi nam to mizernie. Generalnie dajemy marny koncert, który miast angażować lud, jedynie go irytuje. Jestem tym wszystkim o tyle rozczarowany, że w tym roku to przede wszystkim na mnie spoczywa odpowiedzialność za przygotowanie zespołu do śpiewu w czasie liturgii. W mojej głowie zrodziło się w związku z tym pytanie: właściwie to dla kogo i jak śpiewamy? Czy należy śpiewać dla Boga? A może też dla nas samych i ludzi wokół?

Śpiewać dla siebie

Gdy śpiewam dla siebie, chcę się z moją muzyką czuć dobrze. Melodia sprawia, że unoszę się (mentalnie) do góry, czuję się lekko – jest przyjemnie. Ponadto śpiew jest doskonałym środkiem terapeutycznym. Usprawnia działanie układu oddechowego, wzrasta tętno, a lepiej natlenowana krew działa stymulująco na mój układ nerwowy i odpornościowy. Gdy śpiewam, relaksuję się i potrafię momentalnie zmienić swój nastrój ze skrajnej złości w głęboki spokój. Wzrasta też poczuje własnej wartości, łatwiej zaakceptować mi siebie, bo dobrze się czuję w mojej skórze. Wreszcie śpiew wzmacnia moją modlitwę i sprawia, że jestem bliżej Boga.

Śpiewać dla ludzi

Śpiew liturgiczny jest, o czym pisałem w poprzednim poście, przede wszystkim wprowadzony dla ludzi. Ma ich wprowadzać w modlitewny nastrój, swym pięknem przybliżać do Boga, prowadzić swym charakterem poprzez kolejne części nabożeństw. Jednocześnie, gdy zachowuje tematykę danego dnia pozwala na głębsze zrozumienie pism i ewentualnie słów kaznodziei. Nierzadko też zdarza się, że to muzyka jest głównym powodem, który przyciąga ludzi do danych wspólnot i może nie jest to objawem wielkiej religijności, ale na pewno dobrym początkiem „znajomości” z Kościołem.

Śpiewać dla Boga

Kto dał człowiekowi usta? Kto czyni go niemym albo głuchym, widzącym albo niewidomym, czyż nie Ja, Pan? [Wj 4, 11]

Bóg stworzył Ciebie i mnie wraz z naszym głosem, którym powinniśmy wychwalać Go za to, że uczynił nas ludźmi zdolnymi do obserwowania i słuchania – tym samym podziwiania Jego dzieł w świecie. Śpiewać dla Boga oznacza chwalić Go, dziękować Mu i prosić o łaskę. Razem z nim możemy poprzez śpiew czuwać. Pisząc ten akapit przypomniała mi się piosenka „Curriculum vitae”, którą usłyszałem kiedyś na Ignacjańskich Dniach Młodzieży w Starej Wsi:

Dałem ci oczy, byś mógł mnie podziwiać.
Dałem uczucie, byś czuł mą obecność.
Dałem ci serce do kochania,
byś wiedział, że miłość to wszystko.

Myślę, że można sparafrazować słowa wypowiadane przez Boga: „Dałem ci usta, byś chwalił me dzieła.”

Razem

Myślę, że mój wniosek nie będzie zaskakujący, gdy napiszę, że powinniśmy połączyć wszystkich trzech adresatów naszego śpiewu. Już od dawna znane jest w chemii zjawisko synergizmu, czyli wzajemne wzmacnianie się działania substancji podczas gdy działając każdą z osobna otrzymalibyśmy słabszy efekt. Tak samo jest w tym przypadku. Śpiewając dla siebie i ludzi, koncertuję wzmacniając swą samoocenę. Jednocząc się z innymi w modlitwie umacniam jej przekaz i mogę pozwolić sobie na głębsze przeżywanie. Śpiewając dla siebie i Boga nawiązuję szczególną więź intymną ze Stwórcą, a on działa we mnie czyniąc mój głos jeszcze doskonalszym. Wreszcie gdy swoją muzykę oddaję Bogu i ludziom daję im od siebie najlepszy prezent, jaki mam. Przepraszam, ale brakuje mi słów na opisanie tego, co się dzieje, gdy złączymy trzy składniki. Znasz takie słowa?